środa, 7 kwietnia 2010

Dojczlandzka wielkanoc, jaaa!

Święta i po świętach. Spędziliśmy je Razem u Mamy i Villego.
Podroż do Illertissen była męcząca, wyjechaliśmy o 12 w nocy, dotarliśmy coś koło 9-10 rano. To przez mgłę na drogach - była przerażająca.
Przejeżdżając obwodnicą przez spowitą w mroku Pragę zauważyłam cudownie pomalowane budynki przy autostradzie.. Okazało się, że była to cementownia lub betoniarnia. Na próżno niestety szukałam tych bajkowych budynków w necie. Nic nie znalazłam.
Gdy świtało, zawitaliśmy do Ulmu, w którym rzecz jasna musieliśmy zabłądzić. Ale na szczęście szybko odnaleźliśmy właściwą drogę :)
Mam,a z Villim bardzo się ucieszyli, gdy Nas wreszcie zobaczyli, zjedliśmy śniadanie z nietradycyjnym szampanem.
Przez ten pobyt wreszcie mogliśmy porozmawiać sobie na żywo, bo nie widzieliśmy się od października. Ale na szczęście Mama z Villim przyjeżdżają do Nas na majowy urlop.
Pół pobytu spędziliśmy na basenie i saunie zażywając rozkoszy płynących z luksusu :)
Koniec końców, wciąż twierdzę, że Niemcy to idealny kraj, by żyć.

Wczoraj wróciliśmy, smutno było się pożegnać:(



I widzisz.. Kolejne święta wielkanocne spędzone Razem :)
Jak stare dobre małżeństwo :)

Kocham, tulę, ufam, dziękuję :*

A. I uczę się namiętnie niemieckiego, bo już nie mogę zniesc tego, że z Villim się dogadać nie mogę. Bo ani serbskiego nie znam ani niemieckiego. On nie zna polskiego ani angielskiego. I tyle -.-

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz