Co jakiś czas układam domino. Staram się, by każda kostka była w odpowiedniej odległości od siebie, by było idealnie. Tak, jak mi pasuje.
Co jakiś czas, gdy dochodzę do któregoś z początkowych etapów układania moich osobistych kostek, coś się dzieje i jedna z kostek w wyniku poruszenia powala resztę swych kompanów.
I cały wysiłek idzie na marne...
Znasz to uczucie?
Tak właśnie wygląda moje życie, Jak te domino.
I czego bym nie robiła, tak właściwie wciąż jest ten brak progresu...
Przykro mi z tego powodu, że Ty musisz to wszystko znosić... Wiem, to kurewsko trudne, tylko dla wariatów. Bo kto by wytrzymał z osobą tak rozchwianą jak ja? Nie wiem, skąd czerpiesz siłę i boję się, że kiedyś jej Ci zabraknie.
Coraz częściej myślę na poważnie o wizycie u psychologa. Coraz częściej przyłapuję się, że myślę o tym z aprobatą. Boję się tylko, że nie trafię na tą osobę. Że nie zrozumie mnie, jak wszyscy wokoło. Że zrobi mi krzywdę? Nie wiem, boję się.
Póki co, depresja postępuje. Czuję się tak, jakby coś we mnie umarło.
W te złe dni coraz mniej rzeczy mnie cieszy.
Dziś impreza u Phantiego, dobrze, że Koza będzie...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz